Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wyzwania. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 marca 2012

kolorowej wiosny!

Bardzo lubię wyzwania kolorystyczne. Szczególnie wtedy, kiedy w pierwszej chwili wydają się zbyt trudne do połączenia, kiedy wydaje mi się że to absolutnie niemożliwe bym w swych zasobach miała właśnie takie i na dodatek umiała z nich coś wymyślić sensownego... A potem okazuje się, że położone obok siebie tak intensywnie działają na wyobraźnię, że zrobienie pracy to już pestka. I zazwyczaj na jednej pracy się nie kończy, bo przez jakiś czas wszędzie je widzę... Tym razem było nie inaczej. Kiedy Mona pokazała to zdjęcie, ręce mi lekko opadły... i prawie się poddałam, uważając, że nie podołam. Ale wystarczyło lekko zamieszać w proporcjach udziału poszczególnych odcieni pastelowej brzoskwini, amarantu, jasnego błękitu i szarego grafitu, że pomysł na opaskę pojawił się wraz z wyłonieniem się kolorowych arkuszy (zapomnianego) filcu z pudła. Może i Wam się uda... W art-piaskownicy czekamy na Wasze prace do 26 marca...
Kolorowej wiosny życzę Wam moi Mili - dziś wreszcie nadszedł ten upragniony dzień!!!

poniedziałek, 5 września 2011

work in progress

Dużo się dzieje, bardzo dużo nawet można powiedzieć. Nie dość, że koniec wakacji, że wrzesień, że początek szkoły to na dodatek pojawiło się mnóstwo spraw wymagających mojej uwagi i wytężonego wysiłku, więc czasu na czyste-proste-łatwe przyjemności i blogowanie zostaje niewiele. Muszę jednak podzielić się z Wami kilkoma bardzo ważnymi wiadomościami.
Zacznę od anonsu o bardzo smakowitej okazji do lektury - ukazał się bowiem nowy numer Lawendowego Domu - jesienny. Jak zwykle bardzo ciekawy i inspirujący, a także profesjonalny i nowoczesny, jak mało które z czasopism - po każdy kolejny numer sięgam z wielką przyjemnością. Uwielbiam Beaty sposób pisania o gotowaniu i jedzeniu, uwielbiam wirtuozerię Lubo fotografowania go tak, by nie utraciło nic z ze smaku i zapachu. Przekonałam się, że dobra energia emanuje nie tylko z ich pracy, każdego słowa i każdego kadru, ale także można jej doświadczyć w osobistych kontaktach. Do dziś na wspomnienie przedpołudniowego spotkania przy kawie w Lawendowym Domu radosny uśmiech pojawia się w moim sercu.
Przygotowałam do tego numeru dla Was krok-po-kroku jak zrobić filcowe korale w zieleniach i fioletach, bo wnet zrobi się chłodniej i takowa biżuteria stanie się absolutnym must have dla wielu z nas. Nie sugeruję wszakże, że będzie ona przydatna zamiast szalika, ale to taki pierwszy akord oswajania jesieni (której ja nie darzę sympatią, oj nie!). Nota bene fota korali na modelce autorstwa Kornelii Bułanowskiej, wspierającej ekipę Lawendowego w poczynaniach fotograficznych.
Po drugie - już po raz kolejny uczestniczę w wielkiej międzynarodowej wymianie koralikowo-biżuteryjnej Bead Soup Blog Party, organizowanej przez niestrudzoną Lori Anderson.
Na 17 września trzeba przygotować prace z otrzymanych koralików i zarezerwować sporo czasu na wędrówki po blogach kolejnych uczestników, a z każdą edycją jest ich coraz więcej i więcej (w tej ponad 300!!)... emocji szykuje się sporo.. Moją partnerką w tej wymianie jest Davinia, która robi przecudnej urody koraliki ze szkła... a oto jakie cuda od niej dostałam. Dziękuję!! Swoją drogą główkuję jak wykorzystać te siateczkowe "rękawy" - ma ktoś jakiś pomysł?
Po trzecie... od dawna się zbierałam do niewielkich zmian w naszym domu (jakby mi było mało zamieszania wszelakiego), ale jak to bywa - jedna mała zmiana pociąga za sobą mnóstwo innych. Wcale nie mniejszych. Na razie jednak mam rozmontowane pół domu, nic nie mogę znaleźć, wokół męczący mnie chaos, bałagan i mnóstwo brudu, choć widoki by wyłoniło się z nich coś konstruktywnego też są na szczęście. A wczoraj, po dwóch latach leżakowania materiału (sic!) zwanego sznurkiem bawełnianym, zebrałam się sobie i zrobiłam 14 okrążeń na szydełku, czegoś, co ma być... uwaga.... dywanem do pokoju mojej starszej córki... Porwałam się na to niecałkiem pewna efektu... wzór czerpałam z głowy, co przyniosło mnóstwo nerwów (następnym razem z całą pewnością skorzystam ze schematu)... ale dziergałam tak zawzięcie i szybko, że w 4 godziny niedzielnego odpoczynku na tarasie w jesiennym ciepłym słońcu zużyłam całe 300 m bieżących "śniurka" (opaliwszy przy okazji nogi "na raka" z jednej, jesiennej strony) i teraz tylko czekam na nową dostawę. O ile uda się znaleźć w takim samym odcieniu, ale jestem na tropie, więc trzymajcie kciuki, żeby się udało.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

granat z bielą? TAK!!

Miałam w szafie stare, za małe [na wszystkich w domu i okolicy ;-)) żeby nie było, że tylko na mnie], granatowe dżinsy. A nie miałam torby na wędrówki podręcznych rzeczy niemieszczących się w torebce. Więc z nogawek tychże spodni uszyłam sobie torbę. Jest wygodna, pakowna i na dodatek spełnia kolorystyczne wymogi nowego wyzwania w art-piaskownicy, do którego i Was zapraszam. Ściegi dość krzywulcowe, wielokrotnie szyte, żeby wyglądało, że tak-miało-być... Zastanawiam się nad jakąś kolorową podszewką do środka, ale nie wpadł mi jeszcze w ręce odpowiedni materiał, który by mnie przekonał.

środa, 15 czerwca 2011

kolorowo na wyzwanie

Dawno nie miałam okazji nic zrobić na art-piaskownicowe wyzwania, przyznam jednak, że tamtejsze zabawy "kolorowe" działają na mnie zawsze bardzo inspirująco i tym razem było nie inaczej. Na takie zestawienia kolorów pewnie bym normalnie sama nie wpadła, ba! nie zdobyłabym sie na nie uważając za zbyt szalone, zbyt ekstrawaganckie, ale dzięki efektowi obawy zostały zduszone w zarodku. Bazę tego stroika i zawijaski w jego tylnej części zrobiłam sama z sinamay w odcieniu jasnego turkusu, który po wielu perypetiach przyleciał do mnie aż z Filipin (nie ma to jak międzynarodowe zakupy ha!), oswajam go pomaleńku i odważam się wreszcie ciąć i formować. Piórka i drucik są w kolorze miętowym, kwiatki zrobione własnoręcznie z satyny, organzy i koronki.

sobota, 12 marca 2011

jak kwiaty - to wiosna

Moje postanowienie o pisaniu jednego posta dziennie niestety czasem weryfikuje życie i to co ono niesie. Najzwyczajniej nie zawsze mam czas by na spokojnie poświęcić chwilę na napisanie do Was. Ale dziś, mimo wspaniałej pogody i potężnego zmęczenia, które wynika z przymusu skorzystania z niej (czytaj: w tym słońcu zapragnęłam być idealną panią domu i poszalałam przy pucowaniu, praniu, zmianach dekoracji itp) mam dla Was kilka inspirujących zdjęć, które przygotowałam na wyzwanie w Art Piaskownicy. Czyli trochę pierwszych w tym roku wiosennych dekoracji i kadrów z bliskich spotkań z kwiatami.

niedziela, 6 marca 2011

surowe turkusowe

Z zamiarem zrobienia tych kolczyków nosiłam się od dawna. Pomysł zakiełkował, ale pierwsza trudność jaką napotkałam skutecznie mnie zniechęciła. Nie wiedziałam przede wszystkim jak uzyskać piękne, równiutkie "łopatki" na końcach szpilek. Okazało się jednak, że potrzeba mniej niż myślałam - wystarczyło wziąć w rękę jakże kobiece i delikatne narzędzie jakim jest młotek i znaleźć odpowiednio gładką podkładkę (kowadełko Agaty). Najwięcej jednak w tym wszystkim trzeba było mi odwagi, by uderzyć pierwszy raz... a potem walenie młotkiem było już samą przyjemnością... hahahhaa....
Turkusowe krążki o bardzo nierównych średnicach nawierconych dziurek wreszcie znalazły swoje zastosowanie, a odrobinę błysku - zapewniły śliczne kryształki Swarovskiego w rzadkim odcieniu erinite. Pochwalę się jeszcze, że surowe bigle również sama zrobiłam. Teraz kompletuję listę najbardziej niezbędnych narzędzi, bez których mój rozwój traci sens... taaaaa.... dobrze, że niedługo mam urodziny.... ;-)))

niedziela, 12 września 2010

kubek

trzeba na czymś postawić. No nie?
W ramach odpowiedzi na Anno-Mariowe wyzwanie art piaskownicy postanowiłam nieco wyłamać się z konwencji papierowej i zastosować wytyczne przepisu, jak zwykle, po swojemu. Maszyna do szycia stoi od jakiegoś czasu na wierzchu, więc uszyłam sobie "latający dywanik" podkubkowy. Bazą jest filcowy arkusz, a pod wierzchnią warstwą tiulu jest kilka warstw kolorowej czesanki wełnianej, pomiędzy które sypnęłam grubym turkusowym brokatem... z wierzchu jest girlanda z filcowych chorągiewek. A wszystko przepikowane kolistymi liniami... Strasznie krzywulcowe mi wyszło... ale ja chyba nie umiem żeby było równo i od linijki... Spełnia jednak swoje zdanie wyśmienicie i pasuje do moich dwóch najbardziej ulubionych kubków... Zajrzyjcie do art piaskownicy koniecznie - może spodoba Wam się przepis...


wtorek, 6 lipca 2010

wyzwanie - dom

Zaproszona do teamu art piaskownicy (dziękuję dziewczyny za wyróżnienie i zaufanie! :****) postanowiłam zmierzyć się z możliwie największą ilością wyzwań tamtejszych. Do jutra, czyli 7 lipca można jeszcze przesyłać prace związane z DOMEM ... Moja interpretacja tematu nieco chyba odbiega od klasycznego wyobrażenia domu, ale skojarzenia z ochroną przed światem zewnętrznym, twierdzą, castle spowodowały, że w nieco ponad godzinę, prawie na stojąco, z kartonów opakowaniowych i ścinków papierowych i innych znalezisk okołobiurkowych powstał MÓJ DOM.... Wiem - jest krzywy, koślawy i nabałaganiony, ale ma WARSTWY (jak ogr) i jest pełen emocji... I można się w nim schować za grubymi drzwiami...


edit: blogspot trochę dziś szwankuje i nie ukazała się pod postem większość Waszych komentarzy, za wszystkie dziękuję !!!. Mam nadzieję, że to tylko przejściowe kłopoty i wnet się wszystko naprawi.