To zabawne... na drutach i szydełku uczyłam się robić we wczesnej podstawówce... wieki temu. Kiedy byłam na studiach - dziergałam nałogowo, poniekąd pożytecznie wykorzystując czas spędzany w pociągach podróżując na trasie Kraków-dom. Potem dzierganki wyszły z mody i nikt już nie chciał nosić takich sweterków i szalików ręcznie robionych, więc siłą rzeczy i moje umiejętności zakopałam i prawie o nich zapomniałam.
Teraz za sprawą Hani, która pytała o małe śmieszne czapeczki do fotograficznych sesji dziecięcych - pomyślałam "może umiem -conieco- jeszcze?". Wyciągnęłam druty, wyciągnęłam szydełka, wyciągnęłam pudło z włóczkami... i nie do wiary!!! znów dziergam... w każdej wolnej chwili. Ale ponieważ nie mam ich zbyt wiele, to praca idzie trochę mozolnie. I wiem, że na pewno na razie nie porwę się na żadne większe projekty, ale czapeczki mogę robić, bo efekty są w miarę szybkie. BTW - szukam jakichś nieskomplikowanych wzorów, które możnaby w nich zastosować, bo moje stare książki są jakieś nie do końca poinformowane w tym temacie (za to wzorów serwet mam od groma!).
Zaskoczenie w oczach moich dzieci - bezcenne! A jaką ja mam przy okazji radochę!! Polecam!!!