Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawendowy dom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lawendowy dom. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2011

zimowy numer Lawendowego Domu. 2/24

Chciałam się z Wami podzielić wielką radością!! Otóż, wczoraj późnym popołudniem ujrzał światło dzienne (choć już przecież ciemno jak nocą;-) o tej porze) najnowszy numer Lawendowego Domu. Wyczekany jak pierwsza, wigilijna gwiazdka. Z bardzo niepokojącym zdjęciem na okładce (hahahaha...) i cudownym wnętrzem... serio! Obawiam się, że to lektura obowiązkowa na długie przedzimowe wieczory. A dla chętnych nowych wrażeń craftowych przygotowałam do tego numeru instrukcję jak krok po kroku wykonać świąteczną, choinkową dekorację (na stronie 108 (o ile dobrze policzyłam ;-))).
Zapraszam ciepło! A ja idę się wczytać, by móc się podzielić z Wami dokładniejszą recenzją, choć zaręczam (a jestem w tym momencie całkowicie nieobiektywna), że warto zajrzeć!

poniedziałek, 5 września 2011

work in progress

Dużo się dzieje, bardzo dużo nawet można powiedzieć. Nie dość, że koniec wakacji, że wrzesień, że początek szkoły to na dodatek pojawiło się mnóstwo spraw wymagających mojej uwagi i wytężonego wysiłku, więc czasu na czyste-proste-łatwe przyjemności i blogowanie zostaje niewiele. Muszę jednak podzielić się z Wami kilkoma bardzo ważnymi wiadomościami.
Zacznę od anonsu o bardzo smakowitej okazji do lektury - ukazał się bowiem nowy numer Lawendowego Domu - jesienny. Jak zwykle bardzo ciekawy i inspirujący, a także profesjonalny i nowoczesny, jak mało które z czasopism - po każdy kolejny numer sięgam z wielką przyjemnością. Uwielbiam Beaty sposób pisania o gotowaniu i jedzeniu, uwielbiam wirtuozerię Lubo fotografowania go tak, by nie utraciło nic z ze smaku i zapachu. Przekonałam się, że dobra energia emanuje nie tylko z ich pracy, każdego słowa i każdego kadru, ale także można jej doświadczyć w osobistych kontaktach. Do dziś na wspomnienie przedpołudniowego spotkania przy kawie w Lawendowym Domu radosny uśmiech pojawia się w moim sercu.
Przygotowałam do tego numeru dla Was krok-po-kroku jak zrobić filcowe korale w zieleniach i fioletach, bo wnet zrobi się chłodniej i takowa biżuteria stanie się absolutnym must have dla wielu z nas. Nie sugeruję wszakże, że będzie ona przydatna zamiast szalika, ale to taki pierwszy akord oswajania jesieni (której ja nie darzę sympatią, oj nie!). Nota bene fota korali na modelce autorstwa Kornelii Bułanowskiej, wspierającej ekipę Lawendowego w poczynaniach fotograficznych.
Po drugie - już po raz kolejny uczestniczę w wielkiej międzynarodowej wymianie koralikowo-biżuteryjnej Bead Soup Blog Party, organizowanej przez niestrudzoną Lori Anderson.
Na 17 września trzeba przygotować prace z otrzymanych koralików i zarezerwować sporo czasu na wędrówki po blogach kolejnych uczestników, a z każdą edycją jest ich coraz więcej i więcej (w tej ponad 300!!)... emocji szykuje się sporo.. Moją partnerką w tej wymianie jest Davinia, która robi przecudnej urody koraliki ze szkła... a oto jakie cuda od niej dostałam. Dziękuję!! Swoją drogą główkuję jak wykorzystać te siateczkowe "rękawy" - ma ktoś jakiś pomysł?
Po trzecie... od dawna się zbierałam do niewielkich zmian w naszym domu (jakby mi było mało zamieszania wszelakiego), ale jak to bywa - jedna mała zmiana pociąga za sobą mnóstwo innych. Wcale nie mniejszych. Na razie jednak mam rozmontowane pół domu, nic nie mogę znaleźć, wokół męczący mnie chaos, bałagan i mnóstwo brudu, choć widoki by wyłoniło się z nich coś konstruktywnego też są na szczęście. A wczoraj, po dwóch latach leżakowania materiału (sic!) zwanego sznurkiem bawełnianym, zebrałam się sobie i zrobiłam 14 okrążeń na szydełku, czegoś, co ma być... uwaga.... dywanem do pokoju mojej starszej córki... Porwałam się na to niecałkiem pewna efektu... wzór czerpałam z głowy, co przyniosło mnóstwo nerwów (następnym razem z całą pewnością skorzystam ze schematu)... ale dziergałam tak zawzięcie i szybko, że w 4 godziny niedzielnego odpoczynku na tarasie w jesiennym ciepłym słońcu zużyłam całe 300 m bieżących "śniurka" (opaliwszy przy okazji nogi "na raka" z jednej, jesiennej strony) i teraz tylko czekam na nową dostawę. O ile uda się znaleźć w takim samym odcieniu, ale jestem na tropie, więc trzymajcie kciuki, żeby się udało.

wtorek, 7 czerwca 2011

lawendowo, piwoniowo i indygo

Jest mi niezmiernie miło zaanonsować Wam najnowszy numer wspaniałego magazynu Lawendowy Dom, w którego powstaniu znów miałam swój mały udział [do pobrania tutaj ]. A w nim solidna porcja smakowitych porad jak przygotować letnie potrawy, ale także o tym jak ułożyć bukiet z letnich kwiatów [i nie tylko letnich of kors]. Dzielę się tam z Wami moją wiedzą florystyczną i uczę podstawowej spiralnej techniki układania, by bukiety wyglądały w wazonach najpiękniej. Zapraszam do wielce smakowitej i wzmagającej kreatywność lektury i do udziału w atrakcyjnych konkursach.
Przesyłam również pełne garście najpiękniejszego zapachu pod słońcem - piwoniowego... i to jeszcze w tym specyficznym odcieniu. Piwonie zakwitły w moim ogrodzie wyjątkowo obficie w tym roku, więc z wielką radością nacięłam ich do wazonu, by napełniły dom swym niebiańskim aromatem... Piszę o tym z lekką emfazą, ale naprawdę uwielbiam... ;-))). Podobnie zresztą jak Wasze komentarze... proszę - zostawiajcie czasem po sobie ślad pisany... ;-))), co?



I jeszcze jedna poduszeczka - tym razem z dekoracją w odcieniach indygo na śnieżnobiałym tle. Kwiat o zaokrąglonych płatkach można odpinać i używać potem jako kwiatu do włosów...