Lubię takie prace, które można skończyć za jednym posiedzeniem. Dlatego nie dla mnie skomplikowane zadania, do których trzeba wracać, których realizacja rozkłada się w czasie. Tym bardziej jeśli trzeba wracać po dłuższym czasie oderwania się. Dywan z pokoju mojej córki ciągle nabiera mocy... a kłębki sznurka czekają na zmiłowanie. Tymczasem, no niech będzie, że dla rozruszania palców i wypróbowania nowego turboodrzutowego szydełka w odpowiedniej grubości, powstał w czasie oglądania jednego wieczornego filmu ten oto dywanik do łazienki. Kolory kupione daaaaaaaawno temu, na próbę... okazały się całkiem ładne, ale niestety zbyt drogie w ostatecznym rozrachunku. Szukam tańszych dostawców, szczególnie takich, którzy za "przygotowanie" paczki i wysyłkę PP nie żądają kwoty w wysokości 40 zł hahahahah.... dobre, nie?
W międzyczasie powstały też czapeczki, już z wełenek o najnormalniejszch grubościach - jedna ze ślicznego moherku w kolorze teal, druga kombinowana z dwóch odcieni turkusów, tak by pasowały do rękawiczek mojego synka...
A teraz znów nie mogę zabrać się za szary dywan, bo kocisko na nim śpi... ;-)))))....
Czy u Was też tak wieje??? Ponoć to leci do mnie dobra energia... ;-)))))), duuuuużo dobrej energii... co zostało, ponad wszelką wątpliwość, ustalone z Beatą, do której koniecznie dziś zajrzyjcie, bo wyczarowała cuda z herbaty!!